,,Podczas podchodów uczestnicy działali w dwóch grupach. Pierwsza z nich miała za zadanie pozostawić na trasie znaki patrolowe oraz wcześniej wykonane zadania. Celem drugiej drużyny było dogonić "uciekinierów" wykonując przy tym wszystkie pozostawione zadania. Biwakowiczów czekały zadania takie jak: odtworzenie obrazu za pomocą aparatu natychmiastowego, zbudowanie szałasu czy zmierzenie długości podanego odcinka bez pomocy żadnych przyrządów etc."- relacjonuje Maja.
,,Po południu utworzyliśmy grupy po 5 osób. Członkowie grup musieli ze sobą współpracować aby wykonać aż 16 zadań. Zabawa zaczęła się około 18 i wciągnęła wszystkich uczestników. Począwszy od wykonania tatuażu węglem czy zrobienia zdjęcia z biedronką, kończąc na znalezieniu 20 szyszek i okolicznego pokemona. Chociaż gra okazała się niezwykle męcząca, paradoksalnie napełniła nas energią na kolejne wydarzenia" opowiada Ania.
,,Grając w Świetlika, świetnie się bawiliśmy. Szukaliśmy czerwonego światełka lecz nie mogliśmy być zauważeni przez całą drogę dotarcia do niego. Chowaliśmy się za drzewami, krzakami i wszystkim, co tylko mogło nas zasłonić. Czasami padaliśmy szybko na ziemię, byle tylko światło nas ,,nie zauważyło" i żebyśmy nie odpadli. Trzeba było być cicho, uważać na każdy krok i dobrze planować ruchy. Wszyscy byli skupieni i podekscytowani, a gra wciągała coraz bardziej. Było dużo śmiechu, napięcia i emocji. Czuliśmy się, jakbyśmy brali udział w czymś ważnym, jakby to była prawdziwa misja"- wspomina Kinia.
Ogniska czar, piosenek moc, radości co nie miara...
Inicjatorki imprezy dwa dni do siebie dochodziły po wydarzeniu, ale już planują kolejny biwak w przyszłym roku... Może dołączycie?